WIELKIE MARZENIE

Witam Cię serdecznie

Nazywam się Wojtek Stroiwąs i mam 36 lat. Mam wspaniałą rodzinę, dla której jestem w stanie zrobić absolutnie wszystko. Moją pasją jest sport i podróżowanie, dlatego staram się łączyć te dwie rzeczy w jedno tak abym miał 100% satysfakcji z tego co robię 🙂

Uwielbiam biegać, zajmuję się tym od trzech lat, trudno nazwać to zawodowym bieganiem ale lubię zdrową rywalizację i starty w zawodach. Mam już za sobą kilkadziesiąt startów na dystansie 10km i jeden maraton. W kwietniu 2016 w Łodzi przebiegłem swój pierwszy z czasem 3:18:08 http://wyniki.datasport.pl/results1737/index.php . Przygotowywałem się do tego biegu niecałe cztery m-ce i naprawdę ciężko pracowałem aby osiągnąć swój cel. Niemalże codziennie wychodziłem na trening o 4:30 rano gdzie całe miasto jeszcze spało 🙂 Uważałem, że jak osiągnę swój cel tj. 3:19:59 będę biegaczem spełnionym, jednak tuż po przekroczeniu linii mety zdałem sobie sprawę, że to czego tak bardzo pragnąłem stało się faktem i oczywiście byłem MEGA szczęśliwy ale z drugiej strony czułem się tak jakbym coś stracił 😉 Straciłem swój CEL! Dlatego szybko zabrałem się za szukanie nowego, Wielkiego, Ambitnego, nie zależało mi na poprawianiu swojego wyniku o pięć czy dziesięć minut jak to zwykle robią biegacze. To dla mnie żadna frajda.

Znalazłem!!! Postanowiłem, że chce przebiec maraton w Nowym Yorku.

nycmarathonbridge

Aby tego dokonać muszę osiągnąć w atestowanym biegu czas 2:55:00. Zdaję sobie sprawę, że jest to nie lada wyczyn dla takiego amatora jak Ja, ale taki już jestem, jak sobie coś postanowię to muszę to zrealizować. Oczywiście mógłbym liczyć na szczęście w losowaniu i wcale nie porywać się na 2:55:00 ale to nie jest w moim stylu. Dlatego od 10 października 2016 zaczynam pełną parą przygotowania i w kwietniu 2017 zdobędę upragniony czas!

Wszystko co osiągnąłem w życiu było i jest wynikiem ciężkiej pracy i samodyscypliny, nigdy nie liczę na łut szczęścia.

„Szczęście sprzyja tylko tym, którzy ciężko pracują i wierzą w swój sukces”.

Dlaczego o tym wszystkim Ci opowiadam…? Bardzo chcę zrealizować swój cel, jednakże potrzebne są mi na realizację tego marzenia pieniądze. Jak to w życiu bywa, bez nich niestety pewnych rzeczy nie da się osiągnąć. Zatem zwracam się do wszystkich ludzi dobrej woli o wsparcie finansowe. Wyjazd do Nowego Yorku nie jest tanim przedsięwzięciem a nie wyobrażam sobie zdobywania upragnionego celu bez mojej RODZINY, mojej żony, córeczki i synka.

Oczywiście w ramach podziękowania za pomoc umieszczę reklamę darczyńcy na swoim blogu, oraz na koszulce, w której pobiegnę w Dębnie i Nowym Yorku. Będę również ogłaszał wszem i wobec i chwalił ludzi i firmy, które mi pomogły bo wierzę, że okazana dobroć wróci do nich z podwojoną siłą.

Jeśli ktoś nie ma możliwości wsparcia materialnego, proszę o wsparcie duchowe abym mógł osiągnąć swój wymarzony cel. Jeśli nie Ty, to może Twoi znajomi lub ich znajomi będą mogli pomóc mi w realizacji mojego WIELKIEGO MARZENIA, proszę podziel się z nimi moją opowieścią przesyłając ten link dalej www.wielkiemarzenie.pl

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę Ci wszystkiego dobrego 🙂

Wojtek Stroiwąs

PS. Pewien super sympatyczny facet napisał mi ostatnio „Bez takich wyzwań świat by nie istniał”

Dziękuję mu za to Bardzo mocno 🙂

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO…

Moja przygoda z bieganiem zaczęła się cztery lata temu, gdy pojechałem z całą rodziną dopingować siostrę mojej żony i jej narzeczonego w biegu sylwestrowym. Tak bardzo urzekła mnie fantastyczna atmosfera zawodów, radość tych wszystkich ludzi i pasja, dzięki której, nawet mróz nie był w stanie ich powstrzymać, że w jednym momencie postanowiłem, Ja TEŻ TAK CHCĘ 🙂

Moją chęć wstąpienia w szeregi biegaczy spotęgował fakt, że komentatorem zawodów był ten sam „starszy Pan”, który relacjonował wyścigi kolarskie, w których brałem udział gdy miałem 12-17lat. Łza zakręciła się w oku… Pomyślałem, gdzie się podziała moja pasja do sportu…? Ja muszę tu być, muszę to czuć, ja też tego potrzebuję… i tak to się zaczęło 🙂

Była to absolutnie trafiona decyzja, do dnia dzisiejszego sprawia mi to ogromną radość, cieszę się z każdego przebiegniętego kilometra…jestem szczęśliwy!

Od samego początku moim Mentorem stał się nie kto inny tylko przyszły szwagier, notabene najlepszy informatyk w Łodzi 🙂 To on pokazał mi jak trenować , żeby być coraz lepszym, ale i jak nie zrobić sobie krzywdy na samym starcie. Przypomniał mi również o tym jak można żyć z pasją, o czym na jakiś czas zapomniałem w swoim życiu. Żyłem dniem codziennym nie zastanawiając się co jest w nim najważniejsze, a dla mnie od zawsze najważniejsze były i są: RODZINA, PASJA DO SPORTU, CHĘĆ NAUKI I CIĄGŁEGO ROZWOJU.

Teraz sam biegam oraz zachęcam moich bliskich i przyjaciół do aktywności ruchowej, która wyzwala niesamowite pokłady energii. Nawet całkiem niedawno udało mi się namówić kilku śmiałków z pracy do założenia drużyny „KILOUTOU RUNNERS”. Piętnaście osób wystartuje w biegu na dystansie 10,5 km organizowanym 11 września w Radzyminie. Jestem bardzo podekscytowany, pełen podziwu i uznania dla tych, którzy po raz pierwszy będą zmagać się z takim dystansem. Trzymam za nich Wszystkich mocno kciuki i wierzę, że im się uda. Wierzę również, że dla niektórych z Nich będzie to początek czegoś lepszego w Ich życiu…ale o tym napiszę Wam kolejnym razem.

Bieganie polecam każdemu, kto chce zamienić negatywną energię, na endorfiny, kto chce poczuć się lepiej fizycznie i psychicznie, kto chce żyć w zdrowiu i radości. Jednak to o czym piszę zrozumie tylko, ten co spróbuje. Zatem zakładaj buty jak JA i biegnij po szczęście… 🙂

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie

Wojtek Stroiwąs

JAK WOJTEK ZOSTAŁ KOLARZEM ;-)

Kolarz

Jako młody chłopak uwielbiałem grę w piłkę nożną i marzyłem po cichu, że kiedyś zostanę sławnym piłkarzem. Wspólnie z kolegami całymi dniami graliśmy w piłkę na boiskach zaadoptowanych z łąk i pastwisk. Nie mieliśmy super równego terenu jak dzisiejsza młodzież na orlikach, nam wystarczyła dobrze skoszona trawa na łące i bramki zbite z desek 🙂 Choć nie byłem jakoś wybitnie uzdolniony, powiedziałbym nawet, że byłem raczej przeciętniakiem, wcale mnie to nie odstraszało. Czułem, że jak będę dużo pracował to osiągnę to co zamierzam. Co prawda miałem krótki epizod w swoim życiu z profesjonalnym szkoleniem, bo „aż” przez 3 miesiące trenowałem w ŁKS (Łódzkim Klubie Sportowym), jednak mój Tata stwierdził, że nie jest w stanie pogodzić pracy z dowożeniem mnie na treningi i tak zakończyła się moja kariera piłkarza 🙁

Pewnego dnia będąc na treningu w lokalnym klubie piłkarskim Polonia Andrespol, zupełnie przez przypadek dowiedziałem się, że prowadzony jest nabór do sekcji kolarstwa szosowego. Jeździłem na rowerze od dziecka ale nie na szosowym, wspomnę tylko dla tych, którzy nie znają tamtych czasów, że rower Wigry 3 czy Jubilat to było mistrzostwo świata 🙂

Na spotkanie rekrutacyjne do sekcji poszedłem razem z kuzynem, miałem wówczas niecałe 13 lat, Gdy dowiedzieliśmy się, że wpisowe w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze to ok 20 zł i otrzymuje się w zamian kolarkę do trenowania to uśmiech nie schodził nam z twarzy 🙂 To było coś fantastycznego mieć własny rower i to jaki…20 kilogramowy stalowy Huragan! Hehehe 🙂

Zapisaliśmy się i zaczęliśmy trenować. Początki nie były łatwe, ale jakoś dawaliśmy radę. Kuzyn po jakimś czasie zrezygnował a ja poświęciłem się temu na dobre.

Poznałem w tym okresie swojego życia, mnóstwo wspaniałych ludzi, trenerów, kolarzy z zespołu i Kadry Makroregionu Łódzkiego. Mój czas w kadrze, wspominam jako cudowny okres zgrupowań i wyjazdów. Gdy moi znajomi wolny czas spędzali w domach ja miałem szansę zwiedzać najwspanialsze zakątki naszego kraju, osiągając przy tym lepsze i gorsze wyniki, mniejsze i większe sukcesy,  nagrody, dyplomy i medale. Dziś z ogromnym sentymentem wracam myślami do tamtych chwil.

Kolarstwo ukształtowało mój charakter, pokazało, że ciężką pracą i wiarą w sukces można osiągnąć bardzo wiele. Tę dyscyplinę sportu polecę każdemu młodemu człowiekowi, który chce nauczyć się walki, wytrwałości i determinacji w działaniu.

Dziś sam jestem Tatą i próbuję zaszczepić w moich dzieciach dokładnie te same wartości, głęboko wierząc, że kiedyś to zaprocentuje. Synek już dziś mówi, że chce zostać tak jak Tata kolarzem 🙂 Jest jeszcze za mały, aby zacząć przygodę z kolarstwem ale jak nadejdzie ta chwila i nadal będzie chciał trenować to ma moje pełne i nieskończone wsparcie, bo wiem, że Jemu też to pomoże w życiu tak jak kiedyś mi 🙂

Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci abyś i Ty znalazł właściwą drogę w swoim życiu 🙂

Wojtek Stroiwąs